Jest tak dobrze, że nie jest

Historia lubi się powtarzać.

Ta mainstreamowa akurat nie (chociaż kryzysów to nie dotyczy – te uwielbiają powtarzanie), ale ta jednostkowa – jak najbardziej tak. I, żeby było mniej zabawnie, za każdym razem się zupełnie nie chce wierzyć, że to ta sama historia. Wszystko jest podobne, wszystko wiadomo.

W poniedziałek obudziłam się za mgłą. Odsunięta na odległość, zarówno od rzeczywistości, jak i od własnego ciała. Jest piątek, mam rany na rękach. Wydaje mi się, że nie powstały celowo – zrobiły mi je tarki do warzyw (mam kilka różnych), totalnie przypadkowo. Zdarza się.

Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że używam tych tarek od dłuższego czasu i normalnie raniły mi palce może raz na pół roku. A nie pięć razy w ciągu pięciu dni. Wobec czego fakt, że moje własne ręce wydają mi się dość odległym tworem, nad którym wprawdzie mam kontrolę, ale trochę jakbym manipulowała nimi pośrednio, nie bezpośrednio, co powoduje przypadkowe urazy, może mieć jednak związek z tymi ranami. Co znaczy, że nie są one przypadkowe. To raz.

Dwa. Mgła, szyba, ściana, szkło, kurtyna, czy jak kto sobie lubi ten stan nazywać, ma nie tylko efekt odgrodzenia mnie od reszty świata. Z jakiegoś powodu pozbawiła mnie też reakcji emocjonalnych. Nie mam złego nastroju bo… w ogóle nie mam nastroju. I nie jest mi z tym źle, że go nie mam. Rano myślałam, że jest mi nawet dobrze, bo nic mnie nie obchodzi i niczym się nie przejmuję, więc po prostu jest świetnie. Tyle, że nie wiem JAK mi jest, bo nie czuję. I nawet nie chodzi o to, że nie chciałam czuć celowo bo się coś złego stało i się odcinam, dosłownie NIC się nie stało. Zupełnie nic, nie ma żadnego życiowego powodu, który mógłby stanowić jakiś wyzwalacz. Tak po prostu obudziłam się w poniedziałek w takim stanie.

Trzy. Postanowiłam się napić mojego ulubionego piwa. Nie smakuje mi. Pianki marshmallow, które były moim ulubionym słodyczem ostatnich tygodni – smakują nijak. Nie obeszło mnie to szczególnie. Głównie dlatego, że w sumie nic mnie dzisiaj nie obeszło.

Cztery. Zawsze rozmowa z dr J. powodowała, że byłam nerwowa, skręcał mi się żołądek. A dzisiaj na informację, że zadzwoni, mój żołądek zareagował jakby nie bardzo wiedział co ma zrobić. Przez chwilę myślałam, że wracam do siebie, ale po paru minutach nawet to lekkie napięcie znikło.

Pięć. Gatunek muzyki, którego słucham, zmienił się drastycznie. Na niemal identyczny, co 7 lat temu.

Sześć. Jest wrzesień.

Siedem. Odmawiam przyjęcia do wiadomości co to wszystko może znaczyć.

I musze wrócić do poprzednich leków. Bo miałam na tyle rozumu, żeby zasygnalizować dr J. brak emocji.

Wiem, że to ta sama historia.

Ale w to nie wierzę. Wiedza nie równa się wierze.

4 uwagi do wpisu “Jest tak dobrze, że nie jest

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s