Nie jestem genialna (na szczęście)

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze trochę dzieliłam ludzi pod kątem ilorazu inteligencji (nieświadomie raczej, chociaż momentami dawało to o sobie znać w postaci przebłysków, że, być może, to nie jest dobre kryterium – nawet nieświadome) na mniej i bardziej szczęśliwych (bo bardzo, ale to BARDZO nie chciałam na lepszych i gorszych – z perspektywy to chyba jednak było obejście przez inne nazewnictwo), miałam do losu mocno ukryty żal, że nie urodziłam się genialna. Genialna w tej tradycyjnej definicji, czyli dużo na teście IQ i tak dalej. Nikt mi, jako dziecku, testu takowego nie zrobił, więc nie mam pojęcia, co by wyszło w dzieciństwie – biorąc jednak pod uwagę wszystkie okoliczności tegoż dzieciństwa, raczej mogłoby być nie do końca obiektywnie…

W każdym razie – uważałam brak IQ geniusza za powód do bycia zawiedzioną życiem. Uważałam tak głównie dlatego, że niezupełnie nic nie rozumiem – mam IQ na tyle duże (125 SD15), żeby rozumieć ile jeszcze nie wiem i nie ogarniam. Nie mam większego problemu ze zrozumieniem własnych braków, oraz które treści dam radę ogarnąć, a których nie (lub częściej – jeszcze nie), ale nie na tyle duże, żeby ogarniać je w mgnieniu oka. Przebłyski mi się zdarzają, ale większość rzeczy jednak wymaga całkiem dużego nakładu pracy, a i tak mam ciągle wątpliwości czy na pewno tak to trzeba robić, czy na pewno to jest dobre rozwiązanie, czy na pewno taki powinien być wynik. Generalnie częściej czuję się za głupia, niż się nie czuję. I to jest takie dziwne miejsce – kiedy widzisz, że sporo ci brakuje do najlepszych, ale równocześnie nie masz takiego zajebistego mózgu, żeby im dorównać. I zawsze mi się wydawało, że to jedno z najbardziej chujowych miejsc, w jakim się można w tym rozkładzie znaleźć. Już masz powody do bycia nieszczęśliwym (co się wiąże z większą samoświadomością i świadomością w ogóle), ale jeszcze nie masz zdolności, które by to jakoś rekompensowały.

Opcjonalna dygresja:

Oczywiście bullshit, bo zawsze można się urodzić dużo poniżej średniej, co jest dużo gorszym miejscem w tym rozkładzie! Ale to jest coś, czego się za bardzo nie da zmienić po prostu tak jest i tyle. Jak się zacznę nad tym rozwodzić to zacznę też popadać w coraz większe przygnębienie (co jest swoją drogą też ciekawe, bo większość kampanii społecznych ma na celu wywołać w ludziach tego typu emocje, co ma ich skłonić do zmiany zachowania/wpłaty pieniędzy na jakiś cel, ale w ponad 90% przypadków jedyne co u mnie wywołują to przygnębienie i niechęć do życia) zwykle, co jest wydaje się być zresztą celem wszelkich akcji uświadamiania społeczeństwa o tym, że istnieją tacy ludzie. Wiem, że istnieją, ale co właściwie mam z tym faktem zrobić? Nie mogę być odpowiedzialna za każdy problem istniejący na tym niesprawiedliwym świecie – a sporo tych akcji gra na emocjach na tyle ostro, że kiedy jeszcze nie unikałam tak aktywnie wszelkich miejsc, w których te treści mogą mnie spotkać, to nie byłam w stanie tego znieść. Można sobie relatywizować, że dostałam w życiu po dupie mniej (och, jak duża pomyłka, dostałam w życiu po dupie DOSŁOWNIE całkiem wiele razy i całkiem bezlitośnie) niż ktoś, kto urodził się od początku niepełnosprawny, w związku z czym mam moralny obowiązek zająć się akurat tym. Spoko. Ale na bank dostałam też mniej niż schroniskowe koty, dzieci w domach dziecka, prześladowane mniejszości i koale. Zawsze można powiedzieć „a co z…”. I tak to wyjaśnienie dlaczego nie zajmuję się ludźmi w drugiej części rozkładu jest już za długie, w sumie na ten temat można by książki pisać (i pewnie są już napisane). Tyle, że ja w sumie uważam, że ludzie z mniejszą świadomością mają lepiej – bez świadomości własnych ograniczeń jest trudniej być nieszczęśliwym. Blissful ignorance.

Zwykle jest tak, że zasadniczo im mniej rozumiesz, tym mniej się przejmujesz, a im mniej się przejmujesz, tym szczęśliwszy jesteś. To nie jest prawdą w zadziwiająco dużej ilości przypadków, ale załóżmy przez chwilę, że generalnie tak to działa. Jeśli więc rozumiesz jak bardzo i jak wiele spraw jest po prostu beznadziejnych (wkurwiłam się dzisiaj rano na kogoś, z kim chodziłam do klasy dawno temu w podstawówce, za udostępnienie tego głupiego filmu, że pandemia jest fałszywa – nie będę o tym pisać bo mi znowu wkurw wskoczy), jak bardzo nie da się tego zmienić, to jedyne co zostaje to się wylogować i zniknąć.

Są też takie rzeczy, które są charakterystyczne dla tego konkretnego człowieka, a które sprawiają, że nie da się „po prostu nie przejmować”. Osobowość się to nazywa. I ja tą konkretnie cechę osobowości mam, że się nie przejmować nie umiem – jak już się angażuję, to na całego. I w ten żal, że nie jestem genialna, też się wkręciłam na całego.

Do dziś. Wczoraj jakoś dostałam info, że może bym się zapisała na konferencję w maju. Pierwszy odruch: o-matko-zrobię-z-siebię-idiotkę-nope-nope-nope.
Potem zmieniło się w „Ale przecież sama wybrałaś sobie zajęcie w którym się co chwila bierze udział w konferencjach, to jak teraz możesz nopować idiotko?”.
Następnie przeszło w „I może to jest właśnie błąd – może powinnam zrezygnować i nigdy więcej nie wracać?”.
„Dobra, a co w takim razie będziesz innego robić?”
„Nie mam pojęcia.”
„No właśnie. Nie masz, a lepiej żebyś miała, bo długo ci mózg nie wytrzyma bez odpowiedniego obciążenia.”
„K*wa.”
„No właśnie.”

Jaki to ma związek z tytułem? Bardzo prosty 🙂 geniusze mają to do siebie, że wzbudzają zainteresowanie. Trochę jak wyjątkowo dziwne małpy w zoo. A to znaczy, że gdybym urodziła się genialna, o wiele więcej ludzi byłoby zainteresowanych moją osobą. To z kolei znaczy, że, być może, byłabym dokładnie tam, gdzie od zawsze być nie chcę – na świeczniku.

A ja mam problem nawet z jakąś konferencją online, którą i tak mało kto będzie pamiętał.

Jak zaczęłam pisać, to sobie pomyślałam, że ludzie zajmujący się nauką wyłącznie dla jeżdżenia i gadania z innymi ludźmi na konferencjach – to dla mnie prawie jak kosmici. Znaczy – ja wiem, że istnieją, i rozumiem, dlaczego to ważne, żeby tak było, ale… zupełnie nie zmienia to tej mojej cechy, która powoduje, że mówienie do dowolnej grupy ludzi (czyli więcej niż 1 osoba na raz), a nawet sama perspektywa czegoś takiego, wywołuje chęć natychmiastowego wypisania się z interesu.

I to nawet nie chodzi o to, że nie umiem… pewnie bym sobie poradziła. Jakoś. Ale dobrowolne wpieprzanie się w sytuacje, które generują mi stres, który potem rozwala mnie fizycznie… zakrawa, delikatnie mówiąc, na idiotyzm. Mogę ćwiczyć, ale nerwy nie znikną, a będę co najwyżej mierna, dużym kosztem. Uważam, że to bez sensu. Też dlatego, że się po prostu tego boję, nie lubię. I NA SZCZĘŚCIE nie urodziłam się genialna – więc nikt nie będzie ode mnie wymagał produkowania się w durnowatych śniadaniówkach 😀

 

10 uwag do wpisu “Nie jestem genialna (na szczęście)

  1. „Im więcej kto z nas umie, tym bardziej wie jak mało,
    Tym szybciej to zrozumie,
    Im wiejcej kto z nas umie..
    Bo tylko okruch w tłumie stanowi wiedze całą, im więcej kto z nas umie, tym więcej wie jak mało…”
    Tak jakos sentencja ta wpadła mi.
    1. Ocena przyszłego, niedoszłego jeszcze wystapienia jest subiektywna, oceniona przez emocjonalna Ciebie.
    2. Pomoc nawet JEDNEJ osobie z milona, to tez jest pomoc. I ta JEDNA osoba jest wdzieczna. To i tak wiecej niz wiele ludzi robi. Granica w ilosci i jakości. Bo co zostanie z Ciebie dla Ciebie? Pewnie… Zawsze mozna wiecej i wiecej… Tylko do kad ten pęd zaprowadzi? Limity trza miec. A nawet trzeba. Bez wurzutow sumienia.
    3. Porownywanie sie do innych ludzi, swojego życia do innego, prowadzi do tego do czego prowadzi, obwiniania ze przeciez mozesz więcej.. (..?) patrz punkt 2.
    4. Wiedziec i widziec wiecej to frustrujace. Bycie nie dość dobrym wedlug siebie, i dazenie do mitycznego punktu to…samobójstwo.. Limit. Granica.
    To tylko takie moje wynurzenia bez kawy jeszcze… 😊😊😜😜

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ależ oczywiście, że jest emocjonalna i subiektywna – uważam, że nie ma obiektywnych ocen 🙂 problem w tym, że jestem świadoma swoich możliwości w tym zakresie. Gdzieś na YouTube wsi (i wisiał będzie) przykład tego jak NIE należy występować – z moją osobą w roli głównej…
      Ilość osób, którym pomogłam, zdecydowanie przekracza liczbę 1. Przestałam liczyć bo się zgubiłam. Robię i przechodzę dalej.
      Zasadniczo to nie bardzo na ten moment mogę więcej 🙂 nie mam już więcej czasu do zagospodarowania. Co do porównywania się z innymi – to jest jedno z najbardziej naturalnych zachowań. Z badań wynika wręcz, że nie mając porównania możemy nie wiedzieć w ogóle czy mamy być szczęśliwi czy nie 🙂 odnosząc to do zarobków (na przykład) okazuje się, że lepiej zarabiać 3 tys w firmie, w której wszyscy zarabiają 2, niż 8 tysięcy w firmie, w której wszyscy zarabiają 10 🙂
      Nie jest frustrujące jeśli możesz wyłączyć piekielną potrzebę rozwoju jeszcze dalej. Jeśli nie możesz – nie ma wyjścia. Ja się tutaj zachowuję jak ćpun – jest mi to potrzebne do normalności jak powietrze. Jak jestem niedociążona intelektualnie to wariuję 😦

      Polubienie

      1. Masz racje z tymi badaniami. Ogolnie to zgadzam sie z Tobą.
        Ta pogoń by być pierwszym, lepszym, to chyba z czasów wyścigów plemników została… I genyz epoki polowan na mamuty. ☺️
        Porównywanie, masz rację. Ale zobacz jakie to głupie, bycie szczęśliwym uzaleznione od bycia lepszym od innych, wyprzedzeniu kogos. Z jednej strony jakis punkt odniesienia jest, z drugiej, skad mozna wiedziec ze to ten wlasciwy punkt? Ktos sobie obmyslal ze to i to daje szczescie i ludzie tak leca i daza do tego… A pozniej zmeczeni, na koncu zycia, mówią ze nie bylo warto…
        Wcale nie jestem lepsza, stanelam na wage i…od razu humor poszedl w dół… Bo waze tyle a nie mniej, bo ktos z kim sie porownuje (moze nawet podswiadomie) nie ma tłuszczyku.. Wiem, gupie. ☺️ Jestem w tym kraju tyle lat, i za cholere nie idzie mi nauka jezyka.. Blokada taka w glowie. Porównanie , „bo ja juz powinnam mowic, czytac plynnie a nawet tak by nie bylo do odroznienia od tutejszych ludzi”..
        Rozwoj jest dobry. Tylko kiedy to juz nie jest „rozwoj” ktory sprawia ze czujesz sie dobrze, a „obsesja” by byc naj? I dlaczego nie mozna czasami wyhamowac? Niskie poczucie wartość? Jak nie bede naj to co sobie mama, tata-wstaw kogokolwiek-pomyśli? Chęć zasluzenia na pochwalę? Zauwazenia? Czy sprawdzanie limitu, granicy gdzie w końcu nie dam rady? No ale jak to nie dasz? Dasz! Pytanie czy WARTO?☺️No, także ten.. Kółko sie zamyka. 😉
        To są moje takie ogolne, luzne myśli, z rana, przy kawie.
        Dociążenie intelektualne i warjacje rozumiem. 😉

        Polubienie

      2. Nie zależy mi na byciu pierwszą, to raczej wynika z (teraz już uświadomionego) lęku żeby się nie okazało, że ktoś odkryje, że jestem oszustką i tak naprawdę na niczym się nie znam.
        Patrząc z punktu widzenia działania społeczności to wcale nie jest głupie – zwłaszcza jeśli się spojrzy pod kątem przestrzegania istotnych norm, i samej demokracji – jak wiesz że sąsiad poszedł głosować w wyborach, to prawdopodobieństwo, że też pójdziesz głosować, jest większe. Głupie jest z punktu widzenia jednostki i jednostkowego interesu, bo sprawia, że niedostosowanie do reszty (albo nawet konkretnych ludzi, zwykle najbliższego otoczenia, które jednak nie może być najbliższą rodziną) powoduje dyskomfort psychiczny. Trochę kultura, idąca coraz bardziej w mocny indywidualizm, daje tutaj o sobie znać. Liczy się moje własne, nie kolektywne. Ehh, to by można bardzo długo rozwijać 🙂 w każdym razie nie ma się co przejmować że to głupie- to nie jest głupie, po prostu nie ma sensu z punktu widzenia jednostki.

        Polubienie

    1. Nie zgadzam się, że mało rozumiesz 🙂 tyle, że zasadniczo moje zdanie na ten temat nie ma najmniejszego znaczenia 🙂
      Przejmowanie się jest cechą niespecyficzną dla większego poziomu inteligencji zresztą, po prostu większy poziom generuje w diabły więcej rzeczy do przejmowania się, ale równie dobrze możesz siedzieć na średniej i przejmować się okropnie tym że pies zeżar ci buta. To jest emocjonalność. W sumie to nie doprecyzowałam – chodziło mi o połączenie inteligencji z wrażliwością. Tak czy inaczej – wrażliwość je chujowa 😦

      Polubienie

      1. Nie, nie. Weź pod uwagę, że zawsze przychodzi taki moment, gdy to wszystko jebie i tymczasowy lajt nagle znika, a to co zamiatało się pod dywan tak skrupulatnie jest wielkości mniej więcej Kilimandżaro. I nie chuja nie idzie się nie potknąć. Ale ja się niczego nie uczę, więc dalej wewtym tkwię.

        Polubienie

      2. Nie zmienia to mojej odpowiedzi 🙂 bo generalnie to chyba jednak jesteś zdrowszy. Nawet z potykaniem się. Po prostu nie poświęcasz masy czasu na działania związane z unikaniem błędów, z których większość to zmarnowany czas, bo błędy i tak są. Nie wiem czy to gdzieś czytałam czy jak ale błędy mniej jebią po łbie jak nic nie robisz żeby im zapobiec – po prostu masz świadomość że prędzej czy później pieprznie. Trochę chyba jak z wkładaniem w coś wysiłku i olewaniem, jak się przygotowujesz do wyścigu bardzo intensywnie to twoje oczekiwania też się przygotowują i rosną, czasami w chuj za bardzo. A im większe oczekiwania, tym bardziej szpadlem w razie porażki. Więc… mózg który to umożliwia jest jednak czymś wartym uwagi 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s