Arogancja czy nie?

Czy to jest prawda?

Mamy wbudowane takie poczucie, że powinniśmy czuć się gorsi, niż jesteśmy. Bo to grzecznie. Bo jak będziemy grzecznie i cicho siedzieć w kącie, to w końcu ktoś nas dostrzeże i się zachwyci i da nam to wszystko, na co tak czekamy. Uznanie. Pieniądze. Władzę. Sławę. Fotkę w tabloidzie na okładce. Ale nie tą w stylu „nie śpię bo trzymam kredens”. Tą z okularami przeciwsłonecznymi, pięknymi lokami (lub w przypadku panów z błyszczącym „prosto-od-fryzjera” irokezem, koniecznie na żel), czerwoną szminką (lekkim zarostem) i dekoltem do pępka (garniturem za 30k). Bo to niegrzecznie być chwalipiętą. Prawda? Brzmi znajomo. Przynajmniej jeśli urodziłeś się w Polsce. Bo przecież jesteśmy gorsi, nie? Taki biedny kraj z Europy Środkowowschodniej. Z wiecznie kradnącymi politykami, średnio średniowiecznymi poglądami (patrzcie jakich tych polityków ciągle wybieramy…) i gigantycznymi kompleksami na tle własnego statusu. Patrząc z tego punktu widzenia w ogóle mnie nie dziwi że politycy partii rządzącej mówią o wstawaniu z kolan. To oczywiście świetnie trafi tam gdzie ma trafić. W ten kompleks niebycia wcale takim potężnym i ważnym na świecie.

Szczerze? Kto powiedział, że musimy być ważni i potężni? No? Ależ oczywiście. Ta nieśmiertelna mitologia. Bohaterowie, wojny, porażki, powstania, zabory. Historia. Jak czasami widzę ludzi z husarią na koszulce, to się poważnie zastanawiam, czy którykolwiek z nich konia na żywo widział. Nie żebym jakiś gatekeeping tutaj uprawiała, to nie znaczy też, że nie należy być z tego dumnym, ale jeśli jedynym źródłem przekonania o własnej wartości jest armia sprzed jakichś trzystu lat, no to możemy mieć problem. Dlaczego? Bo tym źródłem łatwo zachwiać. Wystarczy krytyka, nawet minimalna, tego, co definiuje taką tożsamość, i reakcja potrafi być dość dramatyczna. O wiele bezpieczniej jest kiedy poczucie własnej wartości opiera się na własnych osiągnięciach. ALE równocześnie nie wolno się nimi ZA BARDZO chwalić, bo to niegrzeczne. Tyle że jakoś głównie dotyczy to dziewczynek. Z chłopcami nie ma w sumie większego problemu. Bo to chłopcy, nie?

Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że miałam pecha urodzić się dziewczynką. Jako chłopiec mogłabym się przechwalać do woli, i niespecjalnie ktokolwiek uznawałby to za niegrzeczne. Jako dziewczyna miałam być skromna.

Ciśnie mi się na usta milion przekleństw. Bo chyba mam już dość. Niby dlaczego tak jest lepiej? Dlaczego mam ukrywać kim jestem? Dlaczego mam się nie odzywać, na wszelki wypadek, żeby nie wyjść na arogancką zołzę? Dlaczego mam nie uznawać tego co osiągnęłam, tylko udawać potulnie, że to nic takiego, kiedy wiem, że to nie jest nic takiego? Dlaczego mam tak bardzo uważać, żeby ktoś mnie przypadkiem nie uznał za egoistkę skupioną na sobie?

Siedzę sobie i nie wierzę we własne myśli. Nie wierzę, że mam odwagę to pisać. Nie wierzę, że zamierzam wprowadzić w życie to co myślę i odpierać ataki, które się pojawią, prędzej czy później. Nie wierzę, że zaczynam wierzyć w to ile jestem warta.

Pytanie brzmi… czy to jest już arogancja? Czy jeszcze nie? Gdzie jest granica?

Oczywiście, że nikt nie lubi pustych przechwałek. Ale dwa warunki: pustych, czyli bez pokrycia w rzeczywistości, i przechwałek, czyli wskazywania na siebie i to, jaki ja jestem cudowny/jaka ja jestem cudowna. Nie mam na myśli czegoś takiego, wywołuje we mnie niesmak samo wyobrażenie sobie siebie robiącej coś takiego. Brr. Ja mówię o uznawaniu tego, co się zrobiło. I mam na myśli zarówno osiągnięcia, jak i porażki. Niektórzy ludzie mają w zwyczaju przechwalanie się jak bardzo coś SPIEPRZYLI, jak bardzo są BEZNADZIEJNI. I dokładnie tak jak z przecenieniem własnej wspaniałości, byłoby miło jakby nie przeceniali własnej beznadziejności.

Całe życie kierowałam się logiką, zgodnie z którą lepiej być pesymistką. Bo jak się nie uda, to przecież wiedziałam, że się nie uda, nie będę zaskoczona. A jak się uda, to będę zaskoczona, ale miło. Zawsze byłam przekonana, że to minimalizuje psychiczny koszt porażki. Nigdy tego nie sprawdziłam. Nigdy też nie wzięłam pod uwagę, że koszty życia w ciągłym przeświadczeniu o własnej beznadziejności mogą być o wiele większe, niż byłby koszt tej przewidywanej porażki. A nawet wielu porażek.

I tak, dnia 7 marca, 2019 roku, spadło na mnie gigantycznej masy olśnienie. Tak gigantycznej, że usiadłam na podłodze, potem się położyłam, zamknęłam oczy… i wyobraziłam sobie chmury, to jak wyglądają z góry kiedy zachodzi słońce. A potem przypomniałam sobie jak w poniedziałek weszłam na Górkę Szczęśliwicką z kijkami i przyglądałam się zachodowi. Wtedy też zamknęłam oczy.

Żyję.

Uśmiechnęłam się do siebie. I pomyślałam, że jestem dobra w tym co robię. Naprawdę dobra. I będę jeszcze lepsza. Dlatego, że tego chcę, że to mnie kręci, że to lubię, że daje mi to satysfakcję. Nie zamierzam się zmieniać. Ale zamierzam przestać udawać, że jestem nic nie warta. Że jestem tylko poor little me. Co wy ode mnie w ogóle chcecie. Bo to przecież nie jest prawda. Nie nazwałabym tego też fałszywą skromnością, bo miałam na myśli to co mówiłam w momencie kiedy to mówiłam. Dopiero teraz, dzisiaj, zaczynam myśleć inaczej. Nie jestem beznadziejna. Nie jestem słaba. Nie jestem głupia (to mówiłam już wcześniej).

Dobrze więc. To już wiemy. Teraz pozostaje dowiedzieć się co z tego wyniknie. I czy wytrzymam.

6 uwag do wpisu “Arogancja czy nie?

  1. Ciekawy tekst, poruszający ważną kwestie. Miło mi, że trafiłam na Twojego bloga. Sama planuję zamieścić kilka tekstów na temat wartości siebie niedługo na swoim blogu. Dopiero zaczynam i skromnie zapraszam do siebie. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  2. Mam nadzieję, że Twój tekst trafi do jak największej liczby osób.
    Trzeba znać swoją wartość. Jeżeli my jej nie będziemy znać, to albo nikt jej nie zauważy, albo ktoś wykorzysta naszą nieśmiałość.
    I chyba najważniejsze – nie wierząc w siebie, łatwo jest się poddać. „Bo i tak mi nie wyjdzie”. Czas i trening pozwalają wiele osiągnąć, ale wymagają wiele cierpliwości i samozaparcia. Których nie będziemy mieć, bez wiary we własne możliwości.

    Oczywiście wszędzie można przesadzić. Dlatego znajmy swoją wartość, ale nie bądźmy napuszeni. Wdzięczność za to co mamy też jest ważna.

    Życzę Tobie i wszystkim innym, abyś wytrzymała. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że się uda.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się 🙂 i dziękuję 🙂
      najbardziej się zgadzam, że czas i trening pozwalają wiele osiągnąć. Tyle, że głównym problemem zawsze chyba było i będzie to CO trzeba trenować. Ja przynajmniej go miałam i mam, i ciągle mam wrażenie, że część decyzji wcale nie była taka dobra. Że mogłabym tysiąc razy lepsza być. Idealizm…
      Chodziło mi o defensywny pesymizm, nie o poddawanie się. Różnica taka, że będąc pesymistką i tak robisz to co robisz, po prostu liczysz na negatywny efekt. Poddawanie się oznacza, że w ogóle nie podejmujesz działania. A jak nie podejmujesz, to nie ma przecież mowy o porażce, nie?

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dla mnie pesymizm i poddanie się trochę się przeplatają. Jeżeli liczę na negatywny skutek, to nie daję z siebie wszystkiego.
        Ciężka sprawa z idealizmem. Z jednej strony nas napędza, z drugiej nie pozwala cieszyć się sukcesem.

        Polubienie

      2. Ależ oczywiście że się przeplatają, bo nie są totalnie przeciwstawne 🙂 Defensywny pesymizm (nie mówię o zwykłym) tym się właśnie charakteryzuje, że dajesz z siebie wszystko, ale „na wszelki wypadek” przewidujesz negatywny wynik „żeby się nie rozczarować” 🙂
        cieszenie się sukcesem kiedy jest się idealistą wymaga dużej mądrości (niestety) i zrozumienia rzeczywistej natury rzeczy zamiast skupiania się na idealistycznej. To nie znaczy, że nie mam dążyć do ideału, ale istnieje coś takiego jak sensowne dedlajny, w których trzeba zdawać sobie raport z tego co się zrobiło a czego nie. Bez ściemniania. Na mnie te „raporty” wymusza mój własny organizm, który po prostu podstawia mi nogę problemami psychicznymi. Wtedy muszę się zatrzymać, cofnąć i przemyśleć. Ważne, że z raportu na raport jest lepiej. A nie że nie jest idealnie. Jakby było idealnie już na ten moment to dziękuję dobranoc, możemy zwijać interes, nie ma nic do roboty 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s