Vibe with me

I znowu zmiana.

Gdyby nie fakt że naprzeciwko domu jest las z którego wychodzą w nocy (i w dzień) różne leśne stworzenia, to bym poszła pobiegać. Wszystko jest piękne, wszystko ma jaskrawe, neonowe kolory. Tak jakby ktoś podkręcił kontrast. Cieszyłabym się tym z chęcią, ale, z różnych względów, to jest fatalny pomysł.

Potrzebuję hamulców.

Informacyjny efekt negatywności.

Takie ciekawe zjawisko, które w skrócie oznacza, że bardziej nas interesuje poszukiwanie przyczyn zdarzeń negatywnych, niż pozytywnych. Studentom podawaliśmy przykład, że jak dowiadujemy się, że Kowalski nas lubi, to może przez chwilę się uśmiechniemy, ucieszymy, albo w ogóle tylko zarejestrujemy fakt, i tyle. Przynajmniej w przypadku normalnych ludzi, paranoicy i tak będą widzieć spiseg. Ale jak się dowiemy, że Kowalski nas nie lubi, to chcemy się też dowiedzieć dlaczego. Co też mu takiego uczyniliśmy, że nas znielubił.

Poszukujemy informacji na temat negatywnych zdarzeń o wiele intensywniej niż na temat pozytywnych. Dlaczego? Tak coś mi się przypomina, że chodziło o kwestię stanu domyślnego. Zwykle za stan domyślny wcale nie jest uznawane położenie neutralne. Za stan domyślny uznawane jest położenie nastroju na plusie. Czyli normalnie jest jak czujemy się dobrze. Nie jak czujemy się nijak, albo nie czujemy nic. (Jak mi się będzie bardzo nudziło, to zilustruję osią. Osie są świetne. Wykresy są świetne. Wszelkie wizualne ilustracje zagadnień są świetne. A najbardziej są świetne jak są symetryczne. Kocham symetrię.)

Wobec tego wcale nie jest dziwne, że jak Kowalski nas lubi (dobrze), to nie szukamy przyczyn. Bo przecież to normalne, że ludzie nas lubią (normalne dla normalnych obviously). A jak nie lubi (źle), to chcemy wiedzieć dlaczego.

A co jak Kowalski ma na naszym punkcie obsesję? Tego nie napisali. Ale wydaje mi się, że może tu być zamieszany zakaz zbliżania się. Czyli oś jednak byłaby okręgiem.


Zdarza się bowiem, że ktoś obiektywnie biorąc ma rację, jednak w otoczeniu, czasem zaś nawet i w nim samym, powstaje wrażenie, że racji nie ma; może to nastąpić wtedy, gdy przeciwnik obalił nasz dowód, co mu się poczytuje za obalenie samego twierdzenia, jakkolwiek mogą istnieć jeszcze inne dowody tego twierdzenia (…) Więc obiektywna prawda jakiegoś twierdzenia a przekonanie o jego słuszności dyskutantów i słuchaczy – to są bardzo różne rzeczy.

Powyższe napisał oczywiście znany nam wszystkim Schopenhauer. Ta, ten pesymista z memów.

Powyższe również podsumowuje mój główny problem z ludźmi. Ja mam intencje znalezienia (w miarę) obiektywnej prawdy, tak obiektywnej jak się tylko da. Oni natomiast zwykle mają intencje przekonania mnie, że mają rację. To się zasadniczo nigdy nie kończy dobrze.

Całkiem wiele z nieporozumień wynika z różnych definicji. To zadziwiające jak często ludzie sobie sprawy nie zdają, że można mieć różne definicje tego samego. Nawet podstawowych rzeczy. Naprawdę zadziwiające.

Znowu jest coś koło 3 w nocy.

 

 

6 uwag do wpisu “Vibe with me

    1. To się od razu dowiem że to nie argument, bo wszyscy wiedzą, że są jabłka i jabłka. Odmiany. I że to normalne i porównanie bez sensu. Z drugiej strony możemy pójść w tym dalej i zapytać się mnie skąd wiem, że to czego szukam to jest obiektywna prawda, skoro równie dobrze może być tak, że to ja próbuję kogoś przekonać że mam rację. Brzmi to jednak trochę bucowato, w stylu „mam rację bo przecież JA się nie mogę mylić…”. o, i tu koty uciekły bo się śmieję jak powalona XD XD XD ale to chyba oczywiste z kim mi się skojarzyło XD
      Skąd wiem? Bo moim celem dyskusji prawie nigdy nie jest przekonanie kogoś. Moim celem jest zawsze zyskanie nowej wiedzy, czegoś, czego jeszcze nie wiem. Jak mam czas to potem idę weryfikować co usłyszałam. Rezultaty są różne.

      Polubienie

      1. Prawda obiektywna to pojęcie abstrakcyjne. Nie istnieje. Wszystkie nasze prawdy obiektywne są przy założeniu, ze mamy komplet wiedzy na zadany temat, a tak się nie stanie, ponieważ nie umiemy zmierzyć czy wiemy już wszystko czy nie.

        Polubienie

      2. no dobra, ja wiem że nie istnieje. Ale to nie oznacza że mam nie próbować się do niej zbliżyć tak bardzo jak to możliwe 😉 na tym polega nauka właśnie. W przypadku nauk ścisłych istnieje, wiadomo co jest co i jak to zmierzyć (chociaż nie wiadomo czego jeszcze nie zmierzono), ale w przypadku nauk społecznych można się rzeczywiście tylko mniej lub bardziej zbliżać. Na szczęście ja mam statystyczny temat doktoratu więc się nie będę musiała tłumaczyć z punktów widzenia XD

        Polubienie

      3. Skąd wiesz? 😀 No właśnie se nalewam!
        A, i średnio ja i mój pies mamy po trzy nogi. Też ulubiony żart heheszków ze statystyków. Najtrudniejszą jednak rzeczą jest trafna interpretacja. Liczby, średnie, korelacje, same w sobie nie znaczą zupełnie nic.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s