1 (albo 2) w nocy

Okazuje się, że rzeczywiście angażowanie się w coś może odbić niezłym rykoszetem. Takim że się po prostu siedzi i nie oddycha. Albo próbuje to przykryć lekkimi słowami. Bo może jak się wygładzi, to zniknie.

Trzęsą mi się dłonie nad tymi cholernymi klawiszami. Normalnie zawsze trafiam, teraz muszę poprawiać dziesięć razy jedno słowo. Wszystko mi się trzęsie.

To jest takie uczucie jakby człowiek spadał. I spadał. W bardzo głęboką przepaść. Tak głęboką, że wydaje się nie mieć dna. Z powodu pierdoły. Dosłownie – pierdoły.

Zgaduję że ten dzień tak się musiał skończyć, bo coś mi za wesoło było, coś się za dużo śmiałam, za bardzo cieszyłam jak debilka z nie wiadomo czego. Ja po prostu nie potrafię wytrzymać jak jest za dobrze. Za fajnie. Dopiero co zdążyłam wyzdrowieć, a przecież wiem, że takie pieprznięcia nie pomagają tej głupiej odporności.

Zgaduję, że jak się poleci za wysoko w górę, to potem upadek będzie równie spektakularny w dół. I nie ma się żadnej kontroli nad tym co mi skrzydła stopi i na jakiej wysokości. Ale to to kurde zajebisty laser, serio, jak z komiksów. Po prostu je odciął. Tak o.

Jakbym się nie cieszyła, to by się nic nie stało. A tak jestem głupia. Jak zawsze ledwo pełźniesz w błocie, ewentualnie zasuwasz na czworaka, to wypieprzenie się jednak boli mniej. O radości, iskro bogów… chyba coś im się pojebało w tej piosence.

Miałam nie kląć. Miałam się odzwyczaić. Tyle znam tych technik radzenia sobie, i co? I dupa, bo jak kogoś naprawdę polubisz to nagle się okazują bezużyteczne.

Wiesz co, S.K.? Może masz naprawdę rację, a ja jestem tak zacięta i uparta w swoich idealistycznych poglądach, w tym że jakoś kwa ciągle magicznie wierzę w dobrych ludzi, że nie chcę widzieć oczywistych oczywistości. Nie sądzę, żeby tak było w tym przypadku, po prostu nie zamierzam w to uwierzyć, zupełnie mi się to w moim małym, nadmiernie reaktywnym móżdżku nie mieści… ale może ludzie faktycznie czasami bywają okrutni. Może nawet częściej niż mi się zdaje. Tyle, że to nic nie znaczy. Zachowanie może wynikać z różnych przyczyn. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć jaki efekt wywołają nasze słowa. Bo nie wiemy, kto właśnie stoi na naszej pokręconej drodze i nie wiemy, jaką pokręconą drogę ma za sobą. To nie jest proste. Nie jest czarno białe, kurwa.

Powoli mi przechodzi wzburzenie.

Zastępuje je smutek.

I rezygnacja.

Z rezygnacją przynajmniej da się pisać, bo palce nie drżą.

Lepiej mi.

To był dziwny tydzień.

Edit: I uważam koniec końców, że to moja wina. Rano będzie ok.

Jedna uwaga do wpisu “1 (albo 2) w nocy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s