O kulturze słów kilka

Miałam wczoraj zajęcia na swoich studiach. Ze względu na wyjazd na pierwszych mnie nie było. Trzeba mieć jakieś priorytety 🙂

I nawet nie wiem kiedy z 8:30 rano zrobiła się 15:30.

Czy można mieć lepszy dowód na to, że wybrana specjalizacja jest trafiona?

Jestem zauroczona. Głównie dlatego, że nie sądziłąm, że aż tak bardzo będzie mi to pasować. Mi, komuś kto twierdził, że nie znosi ludzi 😀

dsc_0082.jpg
Las w Zieleńcu

Doszłam do dwóch wniosków:

  1. Dobrze mieć szerokie horyzonty
  2. Sposób przedstawiania wiedzy przez prowadzącego jest tak samo ważny jak jej ilość w jego głowie.

To, co jednak interesujące było najbardziej, to w sumie brak widocznej rekacji studentów (dużo ich nie ma, sala też nieduża, bo specjalizacja) na stwierdzenie, że coś, co dla nich jest najnormalniejsze w świecie:

a) nie było wcale normalne 100 lat temu

b) nie jest wcale normalne po drugiej stronie kuli ziemskiej (a przynajmniej nie musi)

dsc_0085.jpg

To, co uznajesz za w porządku lub nie, zależy od miejsca, w jakim się wychowałeś. I tak samo jak Ty nie rozumiesz dlaczego można nie chcieć demokracji w swoim kraju, tak samo ktoś, kto właśnie jej nie chce, może nie umieć zrozumieć, dlaczego można nie chcieć rządów mniejszości.

Zastanawiałam się niedawno jak to jest, że teoretycznie rządzi większość, a jak rządzi, to potem nie może mieć pretensji do tych rządzących rzeczywiście, których wybrała. I ciągle czytam, że „my ich nie wybraliśmy”. No fajnie. Ale kurde KTOŚ wziął i wybrał. Demokracja nie jest doskonała, ale czy na pewno nic lepszego się nie da wymyślić?

Krytykowanie systemów, w których rządzi mała grupa, której głównym zadaniem jest zapewnić normalność i święty spokój reszcie, uważam za nie do końca przemyślane, co jasno widać po ruchach antyszczepionkowych. W tych grupach zdecydowanie rządzi większość, i co? Takie to mądre? No ale mamy wolność słowa. Oni w to przecież wierzą, boją się o swoje dzieci, a skąd mają mieć pewność, że rzeczywiście nie działa jakiś kartel farmaceutyczny? Przecież nie raz było tak, że absurd okazywał się prawdą, tylko nikt nie chciał o tym mówić. Planowane postarzanie produktu przecież ma miejsce i wszyscy o tym wiemy (lepiej naprawiać zepsutą drukarkę czy kupić nową?), nawet jeśli wygląda to jak jakiś absurd. Skąd wobec tego masz wiedzieć, co wyeliminowało choroby, jeśli w szkole wolałeś/wolałaś patrzeć w okno czy czytać smsy? Przecież teraz chorób nie ma. Więc jaki masz dowód, że w ogóle istniały? A może to tylko spisek, jak ta teoria z księżycem i amerykanami, którzy ponoć nigdy na nim nie wylądowali?

Ludzie nie potrafią weryfikować informacji. Czy też raczej nie tyle nie potrafią, co nie mają na to czasu, możliwości, umiejętności, siły, chęci. Emocje po przeczytaniu, a jakże, tytułu mającego te emocje wywoływać, pojawiają się często o wiele szybciej niż jakakolwiek świadoma analiza zjawiska. A jak wiadomo, z emocjami się nie dyskutuje, bo one nie dyskutują tylko krzyczą. Są, nie da się za wiele z tym faktem zrobić. Powtarzałam wielokrotnie i powtarzać będę, że emocji się nie da zmienić, da się natomiast zmienić własne zachowanie względem jakiejś sytuacji. Tyle, że najpierw trzeba wiedzieć, które to jest to „właściwe” zachowanie.

I na to nam właśnie powinna odpowiadać kultura.

Jak ostatnio widać, nie odpowiada nam na pytania o rzeczy nowe, które się dopiero kształtują. I to jest sytuacja, w której nie wiadomo co zrobić. Nie wiadomo do czego się odwołać, z czym porównać, żeby wiedzieć, które to jest to „właściwe” zachowanie. I sądzę, że w takiej kropce właśnie są na przykład antyszczepionkowcy. Informacji jest zwyczajnie za dużo. Oni sobie po prostu wybrali jakąś i postanowili się trzymać, bo nikt nie podjął wysiłku rzetelnego informowania ich o tym jak się sprawy mają z odpornością ich dzieci (sorry, te biedne ulotki na krzesłach w przychodniach działają jak straszaki, nie rzetelna infromacja), a lekarze często nie czują się w obowiązku traktować pacjenta jak człowieka, tylko jak kolejny numerek do odhaczenia. To mnie wcale nie dziwi, że w tej niepewności część rodziców zwróciła się w stronę, która, a jakże, z wielką chęcią raczy ich informacjami, jakie to jest groźne, i jak wszyscy czychają na życie ich dzieci w imię zysku.

Na czym wszyscy tracimy. I w tym szaleństwie nie wiadomo do którego wzorca się odwołać. Bo skąd wiadomo, który jest właściwy, skoro czasy są takie jakie nigdy jeszcze nie były, źródeł niemal miliony, tyle samo różnej maści profesorów, i każdy z nich mówi co innego?

Ciekawe pytanie. I źródło niepokoju. Bo sama mam ten sam problem w wielu sprawach. Skąd mam wiedzieć? Kto ma o tym decydować, a jeśli dana osoba, to dlaczego akurat ona?

No właśnie…

I na koniec jeszcze jedna fotka 🙂 żeby nie kończyć tak pesymistycznie zupełnie

dsc_0070.jpg
Zieleniec, luty 2017 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s