Dlaczego warto się przytulać

Załamania nerwowego ciąg dalszy.

Dzisiejsza wieczorna histeria już się uspokoiła, a jej ofiarą stała się moja komórka, która ciśnięta o podłogę straciła działanie jednego z przycisków, i to dość ważnego, wobec czego jak padnie to już się nie włączy. Nie wiem jak rozwiązać ten problem, być może mój sprytny brat będzie miał jakiś pomysł.

Zgadza się, wpadłam w histerię. Do wybuchu doprowadziło mnie to, że bardzo chciałam komuś pomóc a mój laptop nie chciał się połączyć z moją komórką, przez co nie mogłam nic zrobić. Złośliwość rzeczy martwych, nie działają właśnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne. Jako że wiem, że to moja komórka odmawia współpracy z tym systemem, a innego dobrego źródła internetu o tej porze i w tej lokalizacji nie mam, zaczęłam płakać i krzyczeć. I ze złości rzuciłam swoją komórką, która następnie się trochę popsuła. Co oczywiście doprowadziło mnie do jeszcze większej histerii.

Jest trzecia nad ranem. Jestem już mniej więcej spokojna. Miałam nic o tym nie pisać, ale ktoś mnie do tego sprowokował.

I tyle tytułem wstępu. Temat właściwy.

Ludzie mają różne fazy. Od euforii z powodu głupiego motylka na ręce, do rozpaczy lub histerii z powodu jakiejś pierdoły. Z reguły pierdoła nie jest wcale tym, co było główną przyczyną, tylko kroplą, która przelewa przysłowiową czarę. W moim przypadku skumulowało się wiele rzeczy, również fakt, że mam ostatnio coraz więcej problemów, oraz, że nie umiem przekonać samej siebie, że te problemy tylko wydają mi się najważniejsze na świecie, a w rzeczywistości kiedyś będę się zastanawiać, jakim cudem mogłam się przejmować takimi bzdurami. Więc tak, wiem, że kiedyś tak będzie, ale w momencie zbyt dużego obciążenia takie rzeczy do mnie nie docierają. I nie tylko do mnie. Do wielu ludzi również zdają się nie docierać. Nie jestem w tym osamotniona.

I to, czego się nauczyłam przez ten czas, kiedy wspólnie naprawialiśmy moje problemy, jest to, że warto się przytulać. Brzmi jak najbanalniejsza rzecz na świecie, ale wcale nie jest to takie łatwe. No bo jak tu się przytulić do osoby, która się wścieka, krzyczy, złości, płacze, rzuca czym popadnie, a nawet cię odrzuca i obraża? Instynkt podpowiada większości z nas (całkiem słusznie poniekąd), że należałoby się od kogoś takiego odsunąć. Bo po co sobie psuć nerwy. Z takiego założenia wyjdzie większość ludzi. Dlatego, że większość ludzi nie miała z tym dużego doświadczenia, a jeśli już, to z postacią długotrwałą. Jest jednak różnica pomiędzy takim zachowaniem przejawianym ciągle, jakby było naturalne, a zupełnie nienaturalnym i chwilowym wybuchem. I moim zdaniem w niedostrzeganiu tej różnicy tkwi problem.

O ile nie jesteś jakimś super odpornym człowiekiem, takie zachowanie bliskiej, przejawiane codziennie, w końcu zacznie cię niszczyć. Są wtedy dwie opcje, albo się zdystansować, albo odejść. Trzecia opcja, przetrwać, ma sens tylko wtedy, kiedy ktoś chce się zmienić i chce nad sobą pracować, bo jest szansa, że stanie się normalnym człowiekiem. Jeśli nie chce, dla własnego zdrowia instynkt całkiem słusznie podpowiada – uciekaj.

Uważam jednak, że w przypadku histerii wynikającej ze zbyt dużego obciążenia warto spróbować zupełnie innej strategii – właśnie wspomnianego wyżej przytulania. Mam wrażenie jakbym weszła na kolejny poziom zrozumienia życia dzięki temu, bo jednocześnie dotarło do mnie, że żeby pojąć, że sens ma zachowanie (przytulenie) zupełnie niezgodne z instynktem (odsunięcie się), trzeba co najmniej jednej z trzech rzeczy: wielu lat doświadczenia, ogromnej miłości albo dużej wiedzy na ten temat. Którakolwiek z nich wskaże ci, że nawet jeśli jesteś obrażany i sytuacja wygląda na taką nie do opanowania (ale wyłącznie jeśli nie występuje fizyczna przemoc, jeśli występuje, to zupełnie inna sprawa), to warto podejść i się przytulić, zamiast odsuwać.

Kiedy o tym teraz piszę, wydaje się to tak oczywiste i genialne, że ciężko uwierzyć, że ludzie tego jednak nie robią. Może nie wierzą, że to cokolwiek da? Gdybym na swoim przykładzie nie wiedziała, jak wiele to potrafi zmienić i jak bardzo wpływa na rozszalałe emocje, to też bym chyba nie wierzyła. A jednak zadziwiająco często to po prostu działa.

Mam nawet pomysł dlaczego to działa.

Dorosły w stanie przeciążenia… zachowuje się jak dziecko w takim samym stanie. Tupie, krzyczy, złości się, płacze. Wypisz wymaluj, dziecko, a czasami nawet niemowlak. Nie mówię tutaj o zwykłych nerwach. Mówię o naprawdę dużym przeciążeniu. Fizycznym i psychicznym. Wtedy już nie jest się w stanie spokojnie i logicznie wyrażać swoich uczuć. Ludzie zaczynają krzyczeć, płakać, rzucać różnymi rzeczami, kląć, i o ile nie atakują innych osób w swoim otoczeniu, to osobiście żadna z tych rzeczy mnie nie dziwi. Mówienie komuś w takim stanie żeby się uspokoił jest jak dolewanie oliwy do ognia. Bo to zwyczajnie nie zadziała. Bo nie może, bo emocje już wybuchły i albo się wypalą, co może trochę czasu zająć, albo coś je ugasi. Zupełnie jak u dziecka, które nie umie wyrazić swoich uczuć słowami. Co się robi z dziećmi w takim stanie? Nie wiem jak inni, ale ja bym przytuliła, bo wydaje mi się to najnaturalniejszą reakcją na cierpienie (bo w gruncie rzeczy to jest cierpienie) osoby, którą się kocha. Płaczące niemowlę się przytula, nawet jeśli nie jest smutne, tylko sfrustrowane czy się złości. Dlaczego w przypadku bliskich dorosłych uznajemy często, że to ich problem jak sobie nie potrafią dać ze sobą rady – i się odsuwamy? Jeśli płaczący i krzyczący dorosły jest tak bardzo podobny do niemowlaka – może należałoby go potraktować podobnie 🙂 polecam spróbować. Tym bardziej, że to działa nie tylko na smutnych ludzi – na wściekających się również.

Wiem, że dla wielu bardziej ogarniętych w temacie i życiu ludzi to nie będzie żadna nowość – ale wiele lat temu sama chciałabym móc powiedzieć moim rodzicom, że każdy tego potrzebuje, nie tylko niemowlaki. Mam nadzieję, że komuś się ta wiedza przyda, nawet jeśli niekoniecznie jej szukał.

Dzięki za dotrwanie do końca tego trochę przydługiego wpisu 🙂

Dobranoc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s