Dlaczego nie jestem tchórzem?

To, że odczuwam lęk społeczny, czy też raczej lęk w sytuacjach społecznych, nie oznacza, że jestem tchórzem.

Właściwie to uważam, że nazywanie kogokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji tchórzem nie jest w porządku. Bo to, że ktoś nie ma odwagi czegoś zrobić nie kwalifikuje go od razu jako gorszego człowieka. W końcu nie jesteśmy wszyscy jednakowi. Nie mamy takich samych poziomów pewności siebie, wiedzy, odwagi (mylonej czasem z głupotą lub brawurą), umiejętności czy chociażby siły. To, że uciekasz przed bandą osiedlowych chuliganów nie oznacza, że jesteś tchórzem. To, że widząc bandę osiedlowych chuliganów pewnym krokiem ruszasz w ich stronę i wręcz sam ich zaczepiasz (tak, wiem, absurdalny pomysł, ale są tacy wariaci), nie oznacza, że jesteś odważny. Odwaga to pokonywanie swoich granic bezpieczeństwa, ale nie w tak głupi sposób jak atakowanie większego od siebie żeby pokazać jakim się jest śmiał… idiotą. Tak. Idiotą. Jeśli większy nikogo nie atakuje ani nie robi nikomu krzywdy, to atakowanie go bo jest, jest głupotą, a nie odwagą. Odwagą jest atakowanie go jeśli on właśnie atakuje kogoś innego, słabszego. Ale dalej, nie w sposób, który spowoduje, że i z ciebie zostaną nieprzytomne zwłoki pod blokiem. W ten sposób nie pomożesz atakowanej ofierze, a zrobisz tylko dwie ofiary. Może się mylę, ale odwagą w tym przypadku byłoby odciągnięcie uwagi atakującego od jego ofiary i (jeśli umiesz szybko biegać na przykład) ściągniecie jej na siebie. Oczywiście, że mogą chcieć się na tobie mścić. Ale to już jest osobna sprawa. Przechodząc obok, widząc i nic nie robiąc – tak jakby jesteś tchórzem. Dlaczego? Bo telefon na policję nie kosztuje cię wcale ryzykowania własnej skóry. Podanie rysopisu sprawcy (jeśli go widziałeś) również. W mojej opinii, jeśli chociaż dasz znać policji, to na miano tchórza już nie zasługujesz. Bo nie ma absolutnie żadnego przymusu ryzykowania własnym zdrowiem ani życiem za zdrowie czy życie kogoś innego. Przypominam jednak – zgłoszenie nic nie kosztuje.

Przypadek opisany wyżej jest dość przerysowany. Ale ogólne reguły mniej więcej oddaje.

Wracając do pytania z tematu: to, że odczuwam lęk społeczny, to nie jest mój wybór. W ogóle odczuwanie czegoś nie jest czyimkolwiek wyborem. Wyborom podlegają zachowania, nie emocje. Czy wobec tego jeśli nie jestem w stanie sama zadzwonić i umówić się do lekarza, chociaż wiem, że powinnam, to jestem tchórzem?

Dość łatwo się przyczepić, że używam swojego zaburzenia jako wymówki, żeby inni robili za mnie rzeczy, których nie lubię albo nie chcę robić. Tyle, że nie będzie to miało sensu, bo to, że nie mogę czegoś zrobić nie wynika z mojego lenistwa ani nawet widzimisię, tylko z paraliżującego strachu, że powiem albo zrobię coś nie tak. Zdaję sobie sprawę, że to jest zbyt duży strach, ale nie mam wpływu na reakcje własnego ciała. Mogę próbować z nimi walczyć, ale każdorazowo jest to odrębna sytuacja i każdorazowo muszę wykonywać różny wysiłek. I czasami udaje mi się sobie z tym poradzić, a czasami nie. Ale w sytuacjach, w których strach uniemożliwi mi wydobycie z siebie jakiegokolwiek słowa, nie nazwałabym sama siebie tchórzem.

Bo kiedyś nazywałam. I znacznie obniżało to moje poczucie własnej wartości, które i tak było wyjątkowo niskie. A niskie poczucie własnej wartości i postrzeganie samej siebie jako bezwartościowego człowieka tylko nasila lęk przed ludźmi i przed ich ocenami. Co pogłębia zacięcie w tym błędnym kole i czasami uniemożliwia poradzenie sobie z własnym lękiem. W pewien sposób przekonanie, że jestem wartościowym człowiekiem i NIE JESTEM TCHÓRZEM, pomogło mi poradzić sobie z częścią lęku, która dotyczyła właśnie tego przekonania. Bo nie myśląc o sobie źle zmieniasz obraz siebie we własnej głowie i w związku z tym przestajesz myśleć, że inni ludzie na pewno widzą cię jak tchórza i kogoś bezwartościowego. A jak przestajesz tak myśleć, to przestajesz się bać takich właśnie ocen. Oczywiście w rzeczywistości te oceny MOGŁY NIGDY NIE PAŚĆ w żadnej rozmowie, nawet pod postacią sugestii. Ale to nie o to chodzi, czy one padły. Chodzi o to co się dzieje w mojej własnej głowie.

Trzeba bardzo dużo siły i woli walki żeby podjąć wojnę z tym zaburzeniem. Każda sytuacja, w której robię coś pomimo lęku jest dowodem na to, że nie jestem tchórzem. Przyznanie, że to jest coś, nad czym trzeba pracować też jest na to dowodem. Ale to, że mi się czasami nie uda, nie oznacza, że jestem tchórzem. Bo nawet najlepszym zdarza się potknięcie. Czy to oznacza, że są beznadziejni? Staram się najlepiej jak umiem. Nie odpuszczam sobie. A jak odpuszczam, to znaczy najczęściej że nie daję rady i muszę odpocząć. To nie jest oznaka słabości. Zejście z ringu jak się ma kontuzję jest oznaką mądrości. O ile tylko po jej wyleczeniu i nabraniu sił z powrotem się na ten ring wróci.

Dla mnie każda rzecz, której nie byłam w stanie zrobić, a którą teraz umiem zrobić – jest wielkim dokonaniem. Bo jeszcze dwa-trzy lata temu nie sądziłam, że będę w stanie prawie bez lęku zrobić choćby połowę z rzeczy, które już zrobiłam albo robię. I tak, z mojej perspektywy takie pierdoły jak pójście do sklepu bez obstawy to były kiedyś niesamowite wyczyny. Zgadza się. Nie byłam w stanie iść sama do sklepu. Ze strachu że moja karta nie zadziała, zabraknie mi pieniędzy, i ludzie się będą na mnie patrzeć jak na oszustkę. Nawet dzisiaj myślenie o takiej sytuacji wywołuje we mnie bolesny ścisk w żołądku. Tyle że wtedy to powodowało że nie byłam sama w stanie wyjść z domu. Sama myśl że taka ewentualność istnieje wywoływała paraliż i strach tak silny, że zatrzymywał mnie w miejscu na długie godziny. Dzisiaj nie mam z tym problemu. Dla większości z was to żaden wyczyn. Ale dla osób mających ten sam problem co ja to jest niemal jak wejście na Mount Everest. Wiem co mówię. Przechodziłam przez to.

Jeśli czujesz podobnie jak ja, to mam tylko jeden przekaz: nie jesteś tchórzem. Możesz się czuć okropnie i to zupełnie normalne, bo przecież nikt z nas nie chce nie móc z powodu lęku wykonywać takich prostych rzeczy jak głupie zakupy – i fakt że nie może jest cholernie dobijający. To, że nie da się opanować tej paniki i wrażenia, że wszyscy się na ciebie gapią. Dla mnie był tak dołujący że wpędził mnie w depresję.

Dobra wiadomość jest taka, że z tym sobie można poradzić. Dobrze dobrane leki bardzo pomagają i zmniejszają lęk. W połączeniu z terapią i wysiłkiem włożonym w uczenie się reagowania w trudnych sytuacjach potrafią człowieka wyprowadzić na całkiem niezły poziom funkcjonowania.

Na takim całkiem niezłym właśnie sama się znalazłam. Tak, dalej odczuwam ten lęk. Czasami jest tak cholernie silny jak wcześniej, czasami mniej, a czasami go nie ma. Ale jakość mojego życia jest nieporównywalnie lepsza. I umiem sobie o wiele lepiej radzić. Dlatego zdecydowanie polecam szukanie pomocy psychiatry/psychoterapeuty jeśli również masz taki problem. Z własnego doświadczenia potwierdzam, że warto. Możliwość robienia wielu fajnych rzeczy bez strachu jest najlepszą nagrodą.

Tyle, że niestety wymaga to dużo cierpliwości i wysiłku. Nie ma za bardzo drogi na skróty. To wiem na pewno. Wszystkie moje próby pójścia na skróty kończyły się w ślepej uliczce.

Tak czy inaczej – warto sobie pomóc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s