Dlaczego nie znoszę autorytetów?

Żeby nie było, od razu na początku zaznaczam, że coś takiego jak autorytet jest potrzebne większości ludzi na pewnym etapie rozwoju. Dla mnie kimś takim stała się moja terapeutka, chociaż od pewnego czasu uważam już, że czasami jednak mówi bzdury, to w odpowiednim momencie dała mi „tło”, które umożliwiło mi uzasadnienie własnego postępowania, odniesienie, które sprawiło, że nauczyłam się oceniać, czego od innych mogę wymagać, a czego nie, i czego mogę wymagać od siebie, a czego nie. Brzmi jak banał, co?

Dla osoby, która całe życie bała się na każdym kroku, że coś spieprzy i od tego zawali się świat, taka wiedza jest bezcenna. Ponieważ tak, istnieje coś takiego jak zdrowa równowaga. I większość z nas uczy się tej równowagi poprzez interakcje z rówieśnikami. Niestety często osoby bardziej wrażliwe po prostu stoją na straconej pozycji. Świetnie, bardzo łatwo jest powiedzieć „to mu się postaw, nie daj się!”. Ale rodziców, którzy to mówią uważam za co najmniej lekko niedouczonych (lub idiotów, jak kto woli), bo jest oczywiste, że jeśli słabsze dziecko spróbuje się „postawić”, to tylko mu się bardziej oberwie. Doświadczone na własnej skórze.

Nooooo, ale przecież można ćwiczyć, stać się silniejszym i w końcu dokopać szkolnemu łobuzowi, czyż nie? No można. Tylko, że wtedy z ofiary samemu staje się oprawcą. To również przerabiałam. Powiem tak, kiedyś byłam z siebie bardzo dumna, że koniec końców szkolny łobuz oberwał właśnie ode mnie. Ale dzisiaj nie jestem. Bo to jest po prostu odpowiadanie przemocą na przemoc. Czasami niedaleka stąd droga od wejścia na miejsce niedawnego łobuza. I kółko się zamyka. Do czego to ma prowadzić? A jednak widziałam całkiem sporo filmów (i bajek), których fabuła właśnie na tym polegała. Na dokopaniu łobuzowi. Szkoda tylko, że nikomu nie przyszło do głowy, że w ten sposób pośrednio akceptujemy to, że argument siły ma jednak największe znaczenie. Niezbyt mądry przykład dla dzieci. Może szkolne wojenki nie doprowadzą do prawdziwych wojen. A może jednak wcale nie powinniśmy być tego tacy pewni…

No więc moi rówieśnicy nauczyli mnie głównie tego, że na dorosłych opiekunów nie ma co liczyć i nikt mnie nie obroni. Jako dziecko o wrażliwości znacznie powyżej średniej niestety miałam pecha (a może szczęście) chodzić do wiejskiej szkoły. A to oznaczało, że nie bardzo mam możliwość ucieczki aż do końca gimnazjum. Cóż, nauczyłam się funkcjonować trochę jak zwierzę. Musząc nieustannie się bronić, traktowałam szkołę jak nieustanne pole walki. I spędziłam swoje życie na walce z „całą resztą”. Nie tylko zresztą ze szkolną zgrają mało taktownych dzieci (w sumie to nie znałam nigdy małego dziecka, które byłoby taktowne), ale i z własnymi rodzicami, którzy zamiast mnie wspierać, to uciekali (matka) albo jeszcze dokładali do koszyczka gnębienia drugie tyle (ojciec). Nigdy więc nie wypracowałam sobie ram własnego ja. Jestem człowiekiem, który świetnie umie walczyć, ale nijak nie umie normalnie żyć. I to właśnie normalności się muszę nauczyć.

Ale jak dotychczas nie bardzo wiedziałam co ta normalność właściwie oznacza. Nie wiedziałam gdzie jest granica tego co jest w porządku (ale naprawdę w porządku, a nie co się komuś wydaje, że jest w porządku, jak na przykład powszechnie uważanie że dzieci absolutnie powinno się zmuszać do chodzenia do kościoła – tak wyglądało moje dzieciństwo), a co już nie. I strasznie bałam się popełnić błąd. Więc unikałam ludzi. Żeby przypadkiem nie zrobić czegoś, co sprawi, że będą się ze mnie śmiali.

To prawda, bez mojej terapeutki nigdy bym nie stanęła w tym względzie do mniej więcej pionu. Bo to czego było mi potrzeba, to jasna i konkretna opinia kompetentnego człowieka, który wiele już w życiu widział i właśnie wie, co jest w życiu w porządku a co nie. To było to tło. Oparcie się tak naprawdę na autorytecie w tym temacie. I ten autorytet i wiara w to, że ma rację, umożliwił mi wyprostowanie swoich psychicznych uszkodzeń. No, jeszcze nie do końca wyprostowanie, ale całkiem sporo poważniejszych już się wyprostowało.

I to właśnie jest przykład dobrego autorytetu. Który zawsze chce dobrze i pomaga się rozwijać oraz pokonywać trudności. A nawet cieszy się, kiedy urośniesz wyżej niż ktokolwiek kiedykolwiek sądził. Kiedy jego własne przewidywania się nie sprawdzą, chociaż ma duże doświadczenie.

A dlaczego napisałam w tytule, że nie lubię autorytetów? Bo takich jak z powyższego przykładu jest cholernie mało. Większość osób nazywanych (albo nazywających się) autorytetami to zwyczajni ściemniacze, którym wydaje się, że jak już zdobyli jakąś pozycję, to mogą wypowiadać się jak znawcy na absolutnie każdy temat, nawet taki, o którym pojęcie mają znikome. Wielu z nas widzi absurdalność takiego zachowania, ale często nie mamy odwagi, albo nie możemy się im przeciwstawić, bo od nich w jakiś sposób zależymy, albo mogą nam w przyszłości zaszkodzić.

Takich autorytetów nie znoszę.

Szczerze nikomu nie życzę musieć słuchać ekonomisty mówiącego z przekonaniem, że ludzie są w swoich ekonomicznych wyborach racjonalni. Wiemy od dawna, że nie są, choćby dlatego, że nie zawsze chce im się pomyśleć, nie zawsze mają czas na analizę dziesięciu możliwych opcji i nie zawsze są w stanie uzyskać potrzebne informacje. Dodajmy do tego całą masę oszustów i brak wiedzy. Przykładem mogłaby być chociażby moja matka – uważa że kupowanie dwóch opakowań proszku do prania po 500 g w pierwszym i drugim tygodniu jest lepszym wyjściem niż jednego 1 kg tylko w pierwszym tygodniu. Dlaczego? Bo mniejszy mniej kosztuje.

Tak. Przez dwadzieścia lat nie zauważyła, że jak zsumuje ceny tych dwóch mniejszych, to wychodzi więcej niż kosztuje jeden duży. I w sumie chyba do dziś twierdzi, że kupowanie mniejszych kosztuje mniej. (Jeden przypadek nie oznacza jednak reguły! Tak więc jeden racjonalny znajomy nie oznacza, że to co mówię nie jest prawdą – są oczywiście racjonalni ludzie. Tak, najczęściej po studiach ekonomicznych 🙂 albo wręcz przeciwnie – świat bywa naprawdę zaskakujący.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s